Pamiętasz moment, kiedy wszyscy masowo “przesiedli się” na AirPodsy i inne bezprzewodowe słuchawki? To było (mam nadzieję, że nic nie pomyliłam) w 2016 roku, kiedy Apple wypuścił iPhone'a 7 bez gniazda słuchawkowego – nagle kabelki zniknęły z ulic, a w ich miejsce pojawiły się małe białe “kropki” w uszach. Praktyczne? Bardzo. Wygodne? Bez wątpienia. Kabel nie plątał się w torebce, nie zahaczał o kurtkę, nie trzeba było go rozplątywać przez pięć minut przed włożeniem słuchawek.
I właśnie wtedy, kiedy wszyscy uznali, że przewodowe słuchawki to przeszłość, moda postanowiła zrobić zwrot o 180 stopni.
Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD