Zapach to dla mnie najbardziej bezpośrednia droga do wspomnień. Omiija słowa, logikę, świadomość – trafia prosto do tej części mózgu, która przechowuje emocje. Mogę zapomnieć twarz, datę, dokładne słowa – ale nie zapominam zapachu.
Czasem wchodzę do perfumerii, testuję coś na ręce i nagle jestem z powrotem dziesięć lat wstecz. Nie myślę "aha, to przypomina mi tamten czas" – po prostu tam jestem. Czuję to samo co wtedy, widzę te same obrazy, słyszę te same dźwięki.
Mam kilka takich zapachów, które przypominają mi bardzi konkretne momenty w życiu. Nie noszę teraz ich wszystkich – niektóre zostały tylko we wspomnieniach.
L'eau Par Kenzo
To był mój pierwszy “prawdziwy” zapach. Ten który wybrałam sama, kupiłam za własne, długo zbierane pieniądze.
Liceum, pierwsze chwile prawdziwej wolności. Wyrwanie się z domu – nie w sensie ucieczki, ale w sensie pierwszych weekendów poza domem. Pierwszych imprez i wyjść do klubów, spacerów o czwartej rano po pustym, śpiącym jeszcze mieście.
Kenzo to był zapach dorastania.
Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD