Wakacje, i w ogóle lato, to dla mnie czas walki o nieprzesuszone włosy i skórę. 😉 Mimo że mieszkam w Skandynawii, gdzie pozornie słońca mamy niewiele, to jest ono (jakby powiedziała moja mama) ZDRADLIWE! Niby go nie widać, ale po kilku dniach włosy jaśniejsze o dwa tony, końcówki suche jak siano, a cera odwodniona i zmęczona. W maju byłam u kosmetolożki, która zbadała moją skórę, ustaliła pielęgnację, dobrała kosmetyki. Dzielnie stosuję się do zaleceń i mogę polecić Wam kilka rzeczy, które u mnie się sprawdziły. A jest to przede wszystkim ta pianka do ciała (KLIK). Niestety niedostępna w Polsce (albo nie umiem znaleźć), ale jeśli będziecie w Szwecji, Danii, Norwegii, to polecam zrobić zapas.

Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD