Kiedyś inspiracje modowe czerpaliśmy głównie z czasopism i wybiegów. Dziś wystarczy włączyć ulubiony serial, żeby odkryć nowy trend, który za kilka tygodni będzie nosić pół świata. Seriale wyświetlane na platformach streamingowych stały się jednym z najważniejszych kreatorów mody - ich wpływ na to, co nosimy, jest niesamowicie silny.
Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze, bohaterki seriali towarzyszą nam przez lata - poznajemy ich charaktery, utożsamiamy się z nimi, chcemy być podobne do nich. Kiedy Carrie Bradshaw zakłada inspirowaną baletem “tutu dress” na ulicę albo Blair Waldorf nosi kolejną opaskę do włosów, to nie są tylko kostiumy - to sposoby wyrażania osobowości, które chcemy choć trochę przejąć.
Po drugie, seriale pokazują modę "w akcji" - widzimy, jak konkretne ubrania sprawdzają się w różnych sytuacjach, jak wyglądają w ruchu, jak reagują na nie inni ludzie.
Kostiumografowie seriali często stają się równie ważni jak projektanci mody. Patricia Field z "Sex and the City", Eric Daman z "Plotkary" czy Michelle Matland z "Sukcesji" to nazwiska, które zmieniły sposób, w jaki postrzegamy modę. Oni nie tylko ubierają postacie, ale często tworzą kulturowe ikony stylu.
Współczesne seriale mają jeszcze większą moc oddziaływania niż kiedykolwiek wcześniej. W dobie social mediów jeden look z popularnego serialu może stać się viralem w ciągu kilku godzin. Sklepy przygotowują kolekcje inspirowane serialami, a influencerzy tworzą tutoriale, jak odtworzyć stylizacje ulubionych bohaterek.
Od preppy elegancji lat 90.
Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD