Kiedy się tu przeprowadzałam, myślałam że będę ubierać się tak samo jak w Polsce. W końcu to nadal Europa, nadal podobny klimat, nadal te same sklepy, a ja od wielu lat przyjeżdzałam tu na wakacje i wiedziałam jak jest. Ale kilka lat wystarczyło, żeby moja szafa zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. I nie chodzi o świadome decyzje – raczej o powolne, niemal niezauważalne dostosowywanie się do tego jak wygląda tu życie. Do tego, co tu ma sens. Niewielkie różnice, ale z perspektywy czasu widzę, że moja szafa bardzo się zmieniła.

Buty sportowe do wszystkiego

To była pierwsza zmiana i chyba najbardziej widoczna. W Polsce nosiłam sportowe buty głównie na trening albo na długie spacery. Na co dzień – mokasyny, baleriny, botki, coś bardziej eleganckiego. Tutaj szybko zrozumiałam, że jestem w mniejszości. Szwedzi noszą sportowe buty wszędzie – do pracy, na kolację, na spotkanie. To nie jest kwestia braku dbałości o wygląd, to po prostu norma, taki styl. I nagle moje mokasyny zaczęły wyglądać trochę za elegancko na tę codzienność.

Czułam się za bardzo wystrojona. Teraz sama zakładam sportowe buty do wszystkiego – do spodni, do sukienek, do płaszczy.

Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD