Od zawsze kojarzę kolory z zapachami, a zapachy z kolorami. Nie myślę o tym świadomie – po prostu widzę zieleń i czuję trawę. Patrzę na niebieski i nagle jestem nad morzem. Nie wiem, czy to synestezja w klinicznym sensie, ale tak działa mój mózg. I jest to całkiem przyjemne :)

Pisząc wczorajszy post, pomyslałam: co by było, gdybyśmy świadomie łączyły kolory z zapachami? Nie tylko w głowie, ale naprawdę. Dobierałybyśmy perfumy do koloru stroju tak jak dobieramy buty. Żeby cała stylizacja tworzyła spójną opowieść – wizualną i zapachową. Żebyśmy zakładając zieloną sukienkę, pachniały skoszoną trawą. Niebieską koszulę - morskie akordy, różową marynarkę - cukierkowy zapach...

Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD