Jest taki moment, kiedy stoisz przed otwartą szafą – pełną ubrań, butów, stosem torebek – i myślisz: "muszę mieć tę nową kurtkę, którą widziałam wczoraj". Albo: "może kupię jeszcze jedną parę dżinsów, te są już trochę niemodne". Albo: "przydałby mi się sweter w czerwonym kolorze, nie mam nic takiego".

I wtedy przychodzi to pytanie, które może wszystko zmienić: a co jeśli to, co mam, wystarczy?

Nie "mam za mało". Nie "mogłabym mieć lepsze". Po prostu: wystarczy.

To jedno z najtrudniejszych zdań do powiedzenia na głos. Bo kultura, w której żyjemy, mówi nam coś dokładnie odwrotnego: zawsze jest coś lepszego. Zawsze jest nowa kolekcja. Zawsze jest lepszy materiał, krój, kolor. Zawsze jest jeszcze jedno.

A jeśli nie?

Kultura "jeszcze jedno"

Żyjemy w świecie zbudowanym na przekonaniu, że szczęście jest o jeden zakup dalej. Że jesteśmy zawsze prawie szczęśliwe – wystarczy jeszcze ten sweter, te buty, ta torebka, i będzie idealnie.

Marketing robi wszystko, żeby nam w tym pomóc. Nowa kolekcja co sezon. Influencerki pokazujące "moje ulubione rzeczy" (które za miesiąc zamienią na kolejne). Newslettery krzyczące "ostatnia szansa!". Wyprzedaże obiecujące okazję, której nie możesz przegapić.

I to działa. Kupujemy. Czujemy chwilową radość. Potem ta rzecz ląduje w szafie. A my znowu czujemy, że czegoś brakuje. I znowu szukamy. Jeszcze jedno. Jeszcze jedno. Jeszcze jedno.

To koło, które się nie kończy. Bo nie może się skończyć – jeśli by się skończyło, cała machina marketingowa by padła.

Dalsza treść artykułu dostępna jest w subskrypcji STANDARD